Posty

Tajemnice różańcowe - jasełka czy medytacja

Tak sobie pomyślałem, że niektóre tajemnice różańcowe są nieco "jasełkowe". Mówimy o rozważaniu, medytacji czy choćby tylko o modlitwie opartej o tajemnice. No a o czym można medytować choćby przy tajemnicy "Jezus odnaleziony w świątyni"?  Co ma spowodować taka anegdotka z dziecinnych lat. To samo można byłoby powiedzieć o Nawiedzeniu Elżbiety, Ofiarowaniu w świątyni czy niektórych tajemnicach bolesnych. Jakieś historyjki, anegdotki z życia. Może to było dobre tysiąc lat temu dla ciemnych pogan, których trzeba było przekonać do "bóstwa" Jezusa. Przecież my już wierzymy w Jezusa, wiemy, o czym nauczał. Dziś Różaniec nie musi już być "lekcją religii", dziś różaniec jest chyba bardziej przede wszystkim formą modlitwy a nie eventem religijnym. Mam na myśli modlitwę przy pomocy Różańca a nie klepanie zdrowasiek na przykład przed pogrzebem.   A przecież są takie tematy jak: osiem błogosławieństw, rozmowa z Nikodemem, nauka o źdźble w oku, o pannach mąd...

Selekcja

Właściwie cała przyroda ożywiona, a może i w dużej mierze świat nieożywiony, opiera się na filozofii nadmiaru, na zasadzie że nie dbamy o każdy pojedyńczy element, lecz startujemy od dużej ilości na początku by na końcu uzyskać zadawalający efekt. Nie będzie chyba błędem założenie, że właściwie każde, absolutnie każde żywe stworzenie wydaje na świat potomstwo w ilości większej od potrzeb. Roślina, dajmy na to dąb, wydaje przez swoje życie tysiące, miliony nasion, z których wyrastają tysiące młodych dąbków. Rodzina wilków wydaje co roku kilka młodych, przez całe życie kilkadziesiąt. A przecież celem takiego dębu jest to, że w momencie śmierci starego drzewa gdzieś jest jeden, powtarzam jeden inny dąb, który przejął jego rolę i przez następne tysiąc lat będzie rodził tysiące żołędzi rocznie. Celem wilków jest, żeby po śmierci pary rodziców została dwójka ich następców. Wszystkie inne dęby, wszystkie inne wilczki są światu niepotrzebne. No i teraz główne pytanie. Czy droga człowieka od na...

Prywatny koniec Świata

Niedawno pojawiła mi się w głowie dziwna myśl. Rozmyślałem właśnie o tym, jak ludzie zachowywaliby się w czasach zbliżającego się końca świata (np. kometa mająca uderzyć w ziemię, skażenie jądrowe itp.). I w pewnej chwili pomyślałem sobie, że przecież ja, a właściwie to i każdy, znajduję się dokładnie w takiej sytuacji. Większość życia już przeżyłem, większości celów i możliwości już raczej nie zrealizuję i nie wykorzystam. I pomimo faktu, że te 20-30 lat można przeżyć naprawdę bogato i efektywnie, to jednak mimo wszystko jest to epilog życia.  Oczekiwanie na mój własny, prywatny koniec świata. Taka kometa, która zniszczy tylko moje życie.

W najgorętszej porze dnia 2

Życie, zwykłe życie, w którym obok rzeczy i zdarzeń zupełnie zwyczajnych jak jedzenie, rodzina, dom pojawia się w sposób bardzo namacalny świat niematerialny, żeby nie powiedzieć sam Bóg,  czyli takie życie jak w przypadku Abrahama i innych starotestamentowych patriarchów, byłoby o wiele bogatsze i jednocześnie o wiele prostsze.  Dlaczego Bóg usunął się ze świata materialnego?

Miłosierdzie czy sprawiedliwość

Czy to jest naprawdę tak, jak przyjęło się uważać za kościołem katolickim, że najważniejsze jest miłosierdzie i że Bóg zawsze wybaczy i tak naprawdę nie ma się czego bać i wszyscy mniej czy bardziej zasłużenie trafimy do nieba. A może prawda jest zupełnie odmienna. Może jedni idą krętą ścieżką do nieba i tych będzie niewielu, a pozostali idą wygodną drogą do piekła i tych będzie wielu.  Należałoby się przyjrzeć dokładniej jakich przekazów jest więcej.  Czy tych o boskim miłosierdziu, czy tych o paleniu   chwastów, bogaczach nie wchodzących do królestwa niebieskiego itp. A może już ktoś takie porównania zrobił?

W najgorętszej porze dnia

Niedziela 30-go czerwca była jednym z najgorętszych dni tego lata. Temperatura przekraczała 30 stopni. Niedzielne przedpołudnie, wolny czas spędzany na leniwym siedzeniu na leżaku.  W pewnej chwili pomyślałem o scenie z Rozdziału 18 Księgi Rodzaju - tej powiązanej z ikona Trójca Święta Rublowa. I pomyślałem o tym, jak byłoby pięknie żyć w takim świecie, gdzie Bóg przechodzi nieopodal, a jeśli Go powitasz z całego serca, to zajdzie do ciebie w gościnę. Gdzie człowiek i Bóg żyja obok siebie. Tak blisko, tak namacalnie. I żal, że tak nie jest. Ale po jakimś czasie w mojej głowie pojawiła się myśl, że może przez sam fakt zastanawiania się nad tym, samo wyrażenie takiego pragnienia wynika jednak sytuacja, że Bóg w tym momencie był jednak blisko mnie, że w jakimś sensie rozmawiał ze mna. I tak właśnie się poczułem. Jakoś tak blisko Boga.